Link 06.04.2010 :: 07:06 Komentuj (3)

Z archiwum mojego bigbitu (7)


Nie będę się tu zbytnio rozpisywał, bo nie ma takiej potrzeby, nieprawdaż.


Filipinki.


Moja największa pasja utajona. 






Link 07.04.2010 :: 22:44 Komentuj (8)

Na starość torba i kij


Przerywamy prezentację arcyciekawego serialu o płytach mego dzieciństwa. Powodem jest konieczność zamieszczenia krótkiego serwisu fotograficznego z ostatnich, tragicznych zdarzeń, kiedy to przetrąciłem sobie chrympel. Oto wstrząsający materiał:






Link 27.04.2010 :: 02:52 Komentuj (3)

Z archiwum mojego bigbitu (9)


Kompletnie nie znam repertuaru Steni. Ale My Loving Mother kochała ją pasjami. No i w związku z tym mielim w domu pełną długogrającą dyskografię Steni oraz większość jej bootlegów, demówek, early tapes oraz singli... 









Link 27.04.2010 :: 04:34 Komentuj (6)

Z archiwum mojego bigbitu (10)


Wpis jest to dla mnie wyjątkowy. Przedstawię bowiem Artystę, który wstrząsnął mną szczególnie. Miałem bardzo niewiele lat, gdy Telewizja Polska cyklicznie przedstawiała wiodący program rozrywkowy zaprzyjaźnionej telewizji enerdowskiej, zatytułowany Friedrichstadt Palast. Tamże, bardzo intensywnie udzielał się niejaki Frank Szczebel, który w krótkim czasie skradł mi serce. Przed emisją każdego kolejnego odcinka rewii, z emocji dostawałem sraczki, a odcinek bez Franka był odcinkiem straconym.


Największym hiciorem Franka była pieśń zatytułowana Wenn Du Willst. A ponieważ w tamtym czasie wypadało zaśpiewać chociaż parę linijek w języku narodu bratniego, doczekaliśmy się i my. Podczas występu w Sopocie bodajże, Frank wykonał oczywiście osławione Wenn Du Willst, u schyłku piosenki zgrabnie przechodząc na język polski. A szło to mniej więcej tak: Jećli kceś milosz mojo odam ci, a ti wiernou bołć na sićkje dni, jećli nje podźwul odejć mi beź suf... 


Jakiś czas potem My Loving Father zorganizował wycieczkę krajoznawczo - edukacyjną do Zamku Zagrodno. Traf chciał, że tuż obok kasy biletowej znajdował się kiosek pamiątkowy, w którym wypatrzyłem piękny wisiorek z Frankiem. Kojarzycie zapewne te pierwsze fanowskie gadżety. Samoróba i chałupnictwo do bólu. Kawałek sękatego drewienka, na którym umieszczono zdjęcie portretowe Szczebla, całość zaś pociągnięto lakierem bezbarwnym. Plus rzemyczek.


Wszedłszy w posiadania wisiorka utraciłem wszelkie zainteresowanie dla zamkowych atrakcji. Jakie podziemia? Jaka izba tortur? Jaki tajny, wielokilometrowy tunel albo kościotrup księżniczki zamkniętej w lochu głodowym przez srogiego ojca - tyrana? To wszystko były bździny przy moim wisiorku z podobizną Franka Szczebla...


To były czasy...



A oto fragment legendarnego występu Franka w Sopocie. Niestety, nie dotarłem do When Du Willst, ale brawurowe wykonanie Po Pocałunek to chyba nawet lepszy kąsek...


http://www.youtube.com/watch?v=C7HjtvJKyXg



powered by Blogi i Fotoblogi